Menu
Zamknij

Trójwieś: narty i rzemiosło w Beskidzie Śląskim

Beskid Śląski nie jest dobrze znany jako miejsce zimowego wypoczynku. Tymczasem w niemal każdej wsi regionu są małe, ale świetnie urządzone ośrodki narciarskie, na każdym kroku można spotkać urocze pensjonaty z pysznym jedzeniem. Trówieś czyli Jaworzynka, Istebna i Koniaków to też świetne miejsce by poznawać lokalny folklor. I tłumów tu raczej nie spotkacie. 

Droga biegnąca z Wisły do Istebnej jest jak z bajki o królowej śniegu. Po obu jej stronach wznoszą się wysokie drzewa, nakryte czapami puchu. Istebna rozciąga się na spory obszar i kilka przysiółków. Na przełęczy Kubalonka są trasy narciarstwa biegowego. Dwa szczyty, wokół których wyrosła Istebna – Złoty Groń (710 m.n.p.m.) i Zagroń (684 m. n.p. m.), zagospodarowane zostały na ośrodki zimowych sportów.
 

trówieś nart beskid śląski
fot. materiały prasowe

W Zagroniu jest też jedyny w Beskidach park wodny. A w nim moc atrakcji: baseny, zjeżdżalnie, jacuzzi, sztuczna rzeka, leżaki z masażami w wodzie, płaszczowe wodospady.  Dodatkowym atutem Zagronia jest też Meridian, centrum zdrowia i rehabilitacji, w którym stosowane są zarówno metody medycyny zachodniej jak i terapie znane tradycyjnej medycyny chińskiej. W pobliżu ośrodka narciarskiego jest duży hotel, w okolicy szereg mniejszych i większych pensjonatów.

Spotkania z tradycją: Chata Kawoluka i Muzeum Koronek

Będąc w okolicy warto wybrać się do izby regionalnej „Chata Kawoluka”, którą prowadzi Zuzanna z rodzinny znanych tu Kawoluków. Jej pradziadek – Michał Kawoluk – był nazywany Królem Gór. Poseł, świetny mówca, walczył o interesy zwykłych ludzi. A jednocześnie śpiewał w kapeli góralskiej. Wujek, Jan Kawulok był twórcą instrumentów ludowych i gawędziarzem. Teraz Zuzanna prowadzi zespół „Koniaków” i wspomnianą izbę regionalną, która kiedyś należała do jej ojca.

W drewnianej chacie krytej gontem zobaczycie tradycyjny wystrój wnętrz i archaiczne sprzęty codziennego użytku a także „kurlawy” piec, z którego dym wydostawał się wprost do pomieszczeń. Izby wypełniają też barwne opowieści i dźwięki pasterskich instrumentów. W chacie urządzane są też warsztaty ubijania masła, plecenia ozdób ze słomy czy heklowania.


O tej ostatniej technice zrobiło się głośno gdy koronczarki z Beskidu Śląskiego, przede wszystkim z Koniakowa, zaczęły tradycyjną metodą robić nowoczesne części garderoby jak stringi czy kostiumy kąpielowe. Ale tradycja koronczarstwa w Koniakowie ma grubo ponad 100 lat. Technika rozpropagowana została pod koniec XIX w. dzięki szkolnym kursom.

I jest żywa do dziś. Heklują najstarsze mieszkanki Koniakowa i ich wnuczki. Najwięcej o historii i tajemnicach koronek można dowiedzieć się w Muzeum Koronek – „Izbie Pamięci Marii Gwarek” – najznamienitszej z koniakowskich koronczarek. Można tu obejrzeć wiele koronkowych dzieł jak obszycia chust, kryzy, kołnierzyki, wstawki do bielizny pościelowej, firanki, „ząbki” – czyli serwetki na półki. Każda ma inny wzór i kształt inspirowany elementami przyrody i tradycji. Unikatem jest niedokończona serweta wykonywana przez Marię Gwarek na zamówienie królowej angielskiej Elżbiety II. Śmierć twórczyni przerwała koronkową robotę.

W pobliskiej Jaworzynce gospodynie specjalizowały się z kolei w hafcie krzyżykowym. Metoda przejęta została od wołoskich pasterzy, z których wywodzą się tutejsi mieszkańcy. Haft krzyżykowy zdobił przody i rękawy męskich koszul, damskie kabotki i chusty.

Ochodzita na narty i spacer

Na bocznych drogach między Istebną w Koniakowem nadal spotkać można sanie zaprzężone w konia. Podróżują nimi bynajmniej nie turyści, ale miejscowi, którzy wciąż używają tego środka transportu. Jeśli tylko nie zabraknie śniegu. Jeśli jest go dużo wędrówka po okolicy wymaga nieprzemakalnych butów albo nart biegowych, bo tu śniegu nikt nie sprząta ani nie ubija. Męczące bywa też wejście na Ochodzitą (895 m n.p.m.), bezleśną górę o kopulastym kształcie powyżej Koniakowa, bo dużo tu śniegu i często wieje silny wiatr. Z góry jest piękny widok na całą okolicę. Na szczyt od strony zachodniej możecie też wjechać wyciągiem.

Przez wiele lat nie działał. Mateusz Golik, współwłaściciel pensjonatu „Na Rozceściu” pamięta, że gdy był mały cały Śląsk przyjeżdżał na narty na Ochodzitą. Bo poprowadzona tu trasa jest jedną z bardziej wymagających w całym Beskidzie Śląskim. Potem wyciąg stanął. Gdy Mateusz dorósł i zaczął wraz z żoną prowadzić pensjonat wiercił ojcu dziurę w brzuchu o wyciąg. Bo goście dopytywali. A i on sam miał ochotę zjechać znowu z Ochodzitej. W końcu kupili wyciąg i kilka lat temu na nowo go uruchomili. Dziś ośrodek Ski Ochodzita ma dwa wyciągi i sześć tras niebieskich i czerwonych. A także wypożyczalnię sprzętu i szkółkę narciarską.

Po szusach możecie odpocząć w gościnnym domu Golików. Na parterze ich pensjonatu jest sauna i jaccuzzi. Na piętrze przeszkolony taras, z którego rozciąga się piękny widok na okolicę. Miękkie fotele, herbata w porcelanie, domowe ciasto. A na ścianach ryciny miejscowego artysty Jana Wałacha. Rzemiosło, folklor są wciąż w Trójwsi żywe. A jednocześnie beskidzkie wsie zapewniają wypoczynek na miarę XXI w.

PRZYDATNE ADRESY:

NA NARTY I SNOWBOARD: